Mantegna namalował Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny (1460) na zlecenie włoskiego rodu Gonzagów z Mantui. Choć temat obrazu nie był niczym nowym w tamtych czasach (motyw ten pojawiał się już w ikonografii bizantyńskiej począwszy od V wieku bazując na pismach apokryficznych), teraz wywołuje konsternację na twarzach ludzi z mojego otoczenia. Mnie również zaskoczył jeszcze w czasach liceum. Znalazłam jego reprodukcję w jednym z angielskojęzycznych albumów monograficznych poświęconych twórczości Mantegnii. Angielski tytuł dzieła Death of the Virgin wywołał u mnie pewien dreszcz, żeby nie powiedzieć, że wprowadził mnie w niemałe zakłopotanie. Jaka śmierć Dziewicy? Co robi Matka Boska na marach (łożu pogrzebowym) i o co w tym wszystkich chodzi?
Pamiętam, że zanim przeczytałam tytuł, pomyślałam, że może dotyczy to jakiejś Świętej z początków chrześcijaństwa, ale wokół niej wciąż stało 11 apostołów, więc
trochę mi to nie pasowało do całości. A zatem Maryja umarła! – pomyślałam i wpadłam w popłoch, bo od pierwszej zerówkowej katechezy aż do bierzmowania tłuczono mi do głowy, że Matka Boża została zabrana do nieba. No właśnie… zabrana przez Syna, ale nikt jakoś nie wpadł na pomysł, żeby nam zaprezentować różne hipotezy na ten temat, które wśród biblistów krążą do dziś. Może gdybym mieszkała w Krakowie i od dziecka patrzyła na ołtarz mariacki Wita Stwosza zwany również ołtarzem zaśnięcia NMP, kwestia ta byłaby dużo bardziej przeze mnie oswojona. Choć na pierwszy rzut oka, krakowskie zaśnięcie wygląda bardziej jak scena ekstatycznego omdlenia, stąd też nie wywołuje tak mocnych uczuć jak obraz Dziewicy post mortem.
Nie mniej jednak wątek teologiczny zostawię z boku, ponieważ myślę, że na przykład Profesor Mariusz Rosik wyjaśniłby to dużo lepiej ode mnie. Skupmy się zatem na samej scenie. W centrum obrazu znajdują się zwłoki Maryi, co do tego nie mamy żadnych wątpliwości, gdyż ciało kobiety wyraźnie należy już do osoby nieżyjącej, zaawansowanej w latach. Choć oczy na pomarszczonej twarzy wydają się jakby tylko przymknięte…. Starcze dłonie zostały ułożone w sposób tradycyjny dla renesansowego pochówku. Maryja otoczona przez najbliższych uczniów Chrystusa przechodzi na drugą stronę, w przeciwieństwie do ikon bizantyjskich tutaj jej dusza nie jest odbierana przez pochylającego się nad nią Syna. Podczas gdy apostołowie dokonują ostatniego obrządku, w tle możemy obserwować prawie bezludny krajobraz Borgo di San Giorgio w Mantui z leniwie płynącą rzeką. Świat na zewnątrz jakby zamarł. Czerwień pogrzebowego płótna i szaty ucznia w centrum sceny wyraźnie kontrastują z błękitem za oknem. Ogień i woda. Żar Ducha Świętego i Niebo. Jest to bardzo piękna scena przejścia stanowiąca jednocześnie wzorzec dobrego pogrzebu, z czuwaniem przy zmarłej, gromnicą i kadzidłem. Przykład zwyczaju, który nasza współczesna cywilizacja coraz bardziej porzuca.
Nie chcemy myśleć o śmierci, unikamy pogrzebów, starość i choroba nas przerażają, nawet jeżeli na zewnątrz epatujemy optymizmem pierwszych chrześcijan. A na tym obrazie objawia się nam prawda uniwersalna, każdy z nas prędzej czy później się zestarzeje i umrze. To prawo nie ominęło nawet Matki Boga, więc skoro ona poddała się Siostrze śmierci, dlaczego nie miałby tak uczynić każdy z nas? To dzieło niesztampowe, które skłania do refleksji. Zapraszam do bliższego zapoznania się z obrazem i jego autorem.
*** Warto też przeczytać następujący artykuł: https://deon.pl/wiara/duchowosc/zasniecie-matki-bozej-co-to-za-swieto,449033
