Alegoria bitwy pod Lepanto- Veronese i największa bitwa morska w historii Morza Śródziemnego

„Alegoria Bitwy pod Lepanto” Veronesego powstała na zlecenie jednego z Kościołów z weneckiej wyspy Murano. Oczywiście chodziło o oddanie czci Matce Boskiej Różańcowej w hołdzie za jej wstawiennictwo, zgodnie z tradycją zwycięska bitwa wymagała obrazu/fugury wotywnej i takich przykładów w historii malarstwa mamy setki, ale tym razem nie chodziło o dzieło objęte szczególnym kultem a posteriori.

Warto przypomnieć,  że wyżej wymieniona praca dotyczyła  XVI-wiecznego  starcia  chrześcijańBitwa pod Lepantoskiej  Świętej  Ligii  z Imperium  Osmańskim.  Oryginalny  obraz  znajduje  się  w Gallerie  dell’  Academia  w Wenecji.  Wielu  historyków  uważa ją  za  najbardziej  krwawą  bitwę  morską w historii.  Przeciwko 250  statkom tureckim  stanęło  do  walki  około  200  okrętów  wystawionych  wspólnie  przez  Wenecję,  Hiszpanię  Habsburgów  i Papiestwo.  7 października 1571  roku flotylla  pod  wodzą  Juana  de  Austria odniosła spektakularne  zwycięstwo  nad  Imperium  Osmańskim,  które  zdążyło  już  odebrać  europejczykom  Cypr.  Kobieta w bieli klęcząca przed Matką Bożą na obrazie ma symbolizować Republikę Wenecji. Mnie jednak przypomina ona zapomnianą przez historię Marię La Bailadorę, bohaterską Hiszpankę, która pod przebraniem mężczyzny wkradła się na habsburski statek w ślad za ukochanym. Maria w trakcie walk wykazała się szczególną odwagą zabijając kilku nieprzyjaciół i wkupując się tym samym w łaski głównego wodza, który z powody jej zasług nie mógł jej ukarać (kobietom nie wolno było przebywać na pokładzie). Warto zauważyć, że owa kobieta też miała na imię właśnie Maria i tak na prawdę nie wiemy do dziś, kto był jej ukochanym.

Na pamiątkę zwycięstwa po Lepanto papież Pius V ustanowił święto Matki Boskiej Różańcowej, przed którą orendują na obrazie również Św. Piotr, Św. Roch, Św. Marek oraz św. Justyna Wenecka. Podczas gdy mieszkańcy nieba upraszają łaski walczącym, na dole toczy się zażarta walka wspomagana przez przekorne anioły. Jeden z nich otwarcie ciska strzały w stronę łodzi pogan. To manierystyczne dzieło jest typowym wytworem włoskiego renesansu. Nie mniej jednak podjęta w nim tematyka pozostaje wciąż aktualna, jako że katolicy do dziś wierzą w ogromną moc modlitwy różańcowej, tak potrzebnej w dzisiejszych czasach. Może niekoniecznie do zwalczania pogan, ale nadal aktualnej w konteście walki dobra ze złem.

Mistyczne zaślubiny św. Katarzyny –

Tagi

, , , ,

Sofonisba Anguissola

Sofonisba Anguissola

Muzeum Sztuk Pięknych w Bilbao (odpowiednik naszego Muzeum Narodowego) od pewnego czasu ma w swoim posiadaniu stosunkowo niedawno odkryte dzieło Sofonisby Anguissoli (1535-1625) o tematyce chrześcijańskiej, choć twórczyni ta de facto wcale nie słynęła z obrazów religijnych.

Mistyczne zaślubiny Św. Katarzyny (1588) zostały po raz pierwszy wystawione publicznie w Museo del Prado w Madrycie w 2019. W rzeczywistości ten obraz Sofonisby nie jest jej autorską pracą, lecz świetną reinterpretacją obrazu innego renesansowego malarza. Jak to często w malarstwie bywa, kopia okazała się bardziej interesująca niż oryginał chociażby ze względu na płeć autorki.

Św. Katarzyna z Aleksandrii trafiła do zbioru popularnych świętych kościoła katolickiego m.in. dzięki średniowiecznej Złotej Legendzie Jakuba de Voragine. Dla mnie osobiście jest ona postacią odległą nie tylko w czasie, ale i emocjonalnie. Nie słyszałam o niej ani na studiach filologicznych ani na wykładach z historii sztuki. Nie traktowałam jej nigdy jako wzór duchowości, gdyż nie jest ani  Doktorem Kościoła jak Św. Teresa z Avila, ani wielką mistyczką jak Św.  Katarzyna ze Sieny. Z jakiegoś powodu jej postać zainteresowała jednak włoską arystokratkę z Cremony na tyle, aby skopiować dzieło Cambiaso.  

Wystrojona w klejnoty i bogaty strój, jak na prawdziwą oblubienicę przystało, Św. Katarzyna przyjmuje ślubną obrączkę od Jezusa siedzącego na kolanach Matki. Obok Panny  Młodej klęczy starsza kobieta, zdaniem niektórych to Św. Anna. Proste odzienie Maryi i jej syna kontrastuje ze stroją suknią Katarzyny. Bóg rzeczy małych odziany w skromny strój zawiera duchowe przymierze z bogatą damą wystrojoną w perły. Sofonisba dodała również do obrazu cały szereg kwiatów, niektóre z nich o konkretnej symbolice: fiołki, rosa gallica „Officinalis” (jedna z najstarszych odmian róży uprawianych w Europie), wrotycz maruna, stokrotka pospolita i babka lancetowata.

Osobiście bardzo lubię wykorzystanie symboliki roślin w renesansowym malarstwie, ma ono dużo więcej wdzięku niż martwa natura. Problem w tym, że współcześni ludzi coraz mniej rozpoznają ukryte znaczenie kwiatów. Na przykład fiołek jest symbolem pokory. Matka Boża już w średniowiecznych pieśniach była porównywana najczęściej do róży, lilii i fiołka. Wrotycz natomiast do XX wieku był używany nie tylko do oczyszczania ciała, ale również ducha. Służył m.in. do okadzania pomieszczeń po chorobie. Stokrotka zaś jest symbolem wiecznej niewinności skromności i czystości. Babka lancetowata również była powszechnie traktowana jako roślina mająca chronić człowieka przed złymi mocami.

Dziewica z winogronem

Tagi

, , ,

Dziewica z winogronemWalka z globalną zarazą zaowocowała prawdziwym boomem projektów online w sferze muzealnej. Wszyscy o tym wiedzą, lecz jak zwykle korzystają nieliczni. W zeszłym roku nie odwiedziłam  mojej hiszpańskiej ojczyzny, w tym prawdopodobnie również tego nie uczynię, choć  bardzo chciała, nie jest łatwo zorganizować wypad do Hiszpanii. Z rozrzewnieniem zatem klikam sobie po stronach iberyjskich Museos de Bellas Artes.  

W jednym z nich, w Museo San Telmo (San Sebastián w Kraju Basków) znajduje się XVI wieczna interpretacja Dziewicy z Winogronem pędzla anonimowego przedstawiciela szkoły flamandzkiej. I cóż w tym specjalnego? Otóż właśnie można delektować się pełnym pięknem obrazu w kompletnej wersji cyfrowej, która umożliwia nam przeanalizowanie nawet najdrobniejszych szczegółów. Wystarczy, że klikniesz tu

Renesansowych matron w różnych wydaniach mamy sporo. Skąd zatem moje zainteresowanie? Rudowłosa Maryja jest najzwyczajniejsza w świecie, a jednocześnie jedyna w swoim rodzaju: wielkie brązowe oczy spoglądające na Jezusa spod na wpół przymkniętych powiek, koralowe drobne usta i symetryczny nos, namalowany niczym od linijki, wyznacza geometryczną oś, która dzieli nam twarz na pół. Rdzawe włosy śmiało wysuwają się spod chusty, na co nie pozwoliłaby sobie nigdy bogobojna Żydówka. W prawej ręce Matka Boska trzyma kiść ciemnych winogron. Nagie dzieciątko na jej kolanach również dzierży w prawej ręce gigantyczną czereśnię.

Z tyłu za Madonną rozciąga się typowy dla epoki wiejski pejzaż. W prawym dolnym rogu mamy natomiast elementy martwej natury. I to ona przyciągnęła moją uwagę. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak posiłek prostej kobiety (choć jej bogate szaty wskazują na coś zupełnie innego). Na pokrytej mchem skale ułożyła kawałek białego płótna, nóż i prostą miseczkę. Natomiast jej posiłek stanowi: prawdopodobnie biała rzepa, winogrona, dynia i czereśnie. Na pozór jarskie przekąski, a w rzeczywistości symbole niezrozumiałe dla współczesnego odbiorcy.

Kiść ciemnych winogron w dłoni Matki symbolizuje Mękę Pańską. Nawiązuje również do ewangelicznej symboliki winnicy i jej owoców. Przywołuje też na myśl cud w Kanie Galilejskiej, gdzie na prośbę Miriam Syn przemienił wodę w wino. Dynia zdaniem badaczy nawiązuje do ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu. Tak, Maryja też zabrała syna do obcego kraju w trosce o jego życie. To historia bardzo dobrze nam znana również dziś. Ile kobiet ze Wschodu ucieka obecnie do Europy w poszukiwaniu bezpieczeństwa dla swoich niemowląt? Czereśnie są symbolem rajskich owoców. 

Niepozorny obraz olejny na desce, a tyle ukrytych znaczeń. Czy powinnam czuć się źle, że dla mnie nie są już one tak oczywiste jak dla poprzednich pokoleń wykształconych odbiorców sztuki? Mimo że symbolika wydaje się nam współczesnym nieco przestarzała, prawdy do których nawiązuje są wciąż aktualne. Niektóre teksty kultury są dla nas coraz mniej czytelne, wypada się chyba z tym pogodzić. Co nie zmienia faktu, że ich wartość nie maleje. 

O Zwiastowaniu trochę inaczej

Tagi

, ,

ZwiastowanieNigdy nie widziałam tego płótna na żywo, ale za każdym razem jak napotykam jego reprodukcję, przeszywa mnie mały dreszcz, gdyż jest to zdecydowanie najbardziej mroczna wersja Zwiastowania, jaką kiedykolwiek widziałam. Oryginał można zobaczyć w madryckim Prado albo w Muzeum Sztuk Pięknych w Bilbao (kopia pędzla samego malarza). El Greco, kreteński artysta, który po dłuższym pobycie w Wenecji i Rzymie osiadł na stałe w hiszpańskim Toledo, dokonał tutaj rzeczy moim zdaniem niebywałej: przeniósł nas w krainę snu. Przedstawił własną wizję odwiedzin Archanioła Gabriela uciekając się do onirycznej retoryki. Postać Maryi dryfuje niczym zjawa w powietrzu. Jej kolorowa, wysmukła sylwetka na ciemnym tle skupia na sobie całą uwagę widza. Czerwony kolor szat reprezentuje ogień Ducha Świętego, a niebieska chusta nakrywająca głowę symbolizuje duchowość nieba niczym w bizantyjskich ikonach.

Archanioł Gabriel obleczony w zieleń, kolor nadziei, wymownym gestem spogląda na Oblubienicę Boga. Nadlatująca z nieba wielka gołębica pośrodku trójkątnej kompozycji rozświetla mrok złotym światłem jakby rozdzierała niebo. Bije z niej pewien dramatyzm.  Zapowiedź narodzin Zbawiciela skończy raz na zawsze z ciemnością grzechu i śmierci. Cóż za kontrast, nieprawdaż? Patrząc na ten obraz mam wrażenie jakby Miriam z Nazaretu otoczona była przez chmury burzowe. Czyżby miała być to zapowiedź przyszłych wydarzeń? U stóp Matki Bożej znajduje się gorejący krzew przypominający nam o przymierzu Boga z Mojżeszem i obietnicy złożonej Narodowi Wybranemu. Ten symbol możemy potraktować również jako obietnicę nadejścia Dobrego Pasterza. W górnej części obrazu widzimy grupę aniołów grających na różnych barokowych instrumentach muzycznych. To niebiańska symfonia dopełniająca całości kompozycji. Zastanawiam się, jaka melodia popłynęłaby z niebios w tak podniosłej dla ludzkości chwili. Co grało wówczas w duszy malarza?

 

Smierć Dziewicy?

Tagi

, , ,

Mantegna namalował Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny (1460) na zlecenie włoskiego rodu Gonzagów z Mantui. Choć temat obrazu nie był niczym nowym w tamtych czasach (motyw ten pojawiał się już w ikonografii bizantyńskiej począwszy od V wieku bazując na pismach apokryficznych), teraz wywołuje konsternację  na twarzach ludzi z mojego otoczenia.  Mnie również zaskoczył jeszcze w czasach liceum. Znalazłam jego reprodukcję w jednym z angielskojęzycznych albumów monograficznych poświęconych twórczości Mantegnii. Angielski tytuł dzieła Death of the Virgin wywołał u mnie pewien dreszcz, żeby nie powiedzieć, że wprowadził mnie w niemałe zakłopotanie. Jaka śmierć Dziewicy? Co robi Matka Boska na marach (łożu pogrzebowym) i o co w tym wszystkich chodzi?

Pamiętam, że zanim przeczytałam tytuł, pomyślałam, że może dotyczy to  jakiejś Świętej z początków chrześcijaństwa, ale wokół niej wciąż stało 11 apostołów, więc Zaśnięcie Dziewicy, A. Mantegnatrochę mi to nie pasowało do całości. A zatem Maryja umarła! – pomyślałam i wpadłam w popłoch, bo od pierwszej zerówkowej katechezy aż do bierzmowania tłuczono mi do głowy, że Matka Boża została zabrana do nieba. No właśnie… zabrana przez Syna, ale nikt jakoś nie wpadł na pomysł, żeby nam zaprezentować różne hipotezy na ten temat, które wśród biblistów krążą do dziś. Może gdybym mieszkała w Krakowie i od dziecka patrzyła na ołtarz mariacki Wita Stwosza  zwany również ołtarzem zaśnięcia NMP, kwestia ta byłaby dużo bardziej przeze mnie oswojona. Choć na pierwszy rzut oka, krakowskie zaśnięcie wygląda bardziej jak scena ekstatycznego omdlenia, stąd też nie wywołuje tak mocnych uczuć jak obraz Dziewicy post mortem.

Nie mniej jednak wątek teologiczny zostawię z boku, ponieważ myślę, że na przykład Profesor Mariusz Rosik wyjaśniłby to dużo lepiej ode mnie. Skupmy się zatem na samej scenie. W centrum obrazu znajdują się zwłoki Maryi, co do tego nie mamy żadnych wątpliwości, gdyż ciało  kobiety wyraźnie należy już do osoby nieżyjącej, zaawansowanej w latach. Choć oczy na pomarszczonej twarzy wydają się jakby tylko przymknięte…. Starcze dłonie zostały ułożone w sposób tradycyjny dla renesansowego pochówku. Maryja otoczona przez  najbliższych uczniów Chrystusa przechodzi na drugą stronę, w przeciwieństwie do ikon bizantyjskich tutaj jej dusza nie jest odbierana przez pochylającego się nad nią Syna.  Podczas gdy apostołowie dokonują ostatniego obrządku, w tle możemy obserwować prawie bezludny krajobraz Borgo di San Giorgio w Mantui z leniwie płynącą rzeką. Świat na zewnątrz jakby zamarł. Czerwień pogrzebowego płótna i szaty ucznia w centrum sceny wyraźnie kontrastują z błękitem za oknem. Ogień i woda. Żar Ducha Świętego i Niebo. Jest to bardzo piękna scena przejścia stanowiąca jednocześnie wzorzec dobrego pogrzebu, z czuwaniem przy zmarłej, gromnicą i kadzidłem. Przykład zwyczaju, który nasza współczesna cywilizacja coraz bardziej porzuca.

Nie chcemy myśleć o śmierci, unikamy pogrzebów, starość i choroba nas przerażają, nawet jeżeli na zewnątrz epatujemy optymizmem pierwszych chrześcijan.  A na tym obrazie objawia się nam prawda uniwersalna, każdy z nas prędzej czy później się zestarzeje i umrze. To prawo nie ominęło nawet Matki Boga, więc skoro ona poddała się Siostrze śmierci, dlaczego nie miałby tak uczynić każdy z nas?  To dzieło niesztampowe, które skłania do refleksji. Zapraszam do bliższego zapoznania się z obrazem i jego autorem.

*** Warto też przeczytać następujący artykuł: https://deon.pl/wiara/duchowosc/zasniecie-matki-bozej-co-to-za-swieto,449033

Dlaczego malarstwo?

Tagi

, ,

Mantegna, Death of the Virgin, Museo del Prado

Mantegna, Zaśnięcie Matki Bożej

Nie na darmo mówi się, że sztuka jest pożywką dla duszy. Artystyczny przekaz ma ogromną moc i poprzez grę skojarzeń może wywołać w każdym z nas inne, czasami nawet bardzo intensywne emocje.  Czy zdajemy sobie do końca sprawę, że sposób w jaki odbieramy jakieś płótno lub rzeźbę zależy od naszego nastroju albo od naszych doświadczeń życiowych? Moim zdaniem jeszcze większą siłę przekazu mają dzieła dotyczące sfery sacrum, które są próbą interpretacji świata duchowego. Nawet obrazy odnoszące się do scen biblijnych są czymś więcej niż ilustracją do tekstu literackiego, choć takich zdań również nie brakuje. To coś więcej niż zachwycający impresjonistyczny pejzaż czy też dobrze namalowany realistyczny portret. To raczej próba uchwycenia tego, co nieuchwytne.

Malarze traktujący tematy staro- lub nowotestamentowe niekoniecznie kierowali się czysto ewangelizacyjnymi pobudkami swoich zleceniodawców (ci najsłynniejsi malowali przecież na zlecenie możnych mecenasów). Wrzucanie religijnych dzieł do szufladki z cyklu obrazkowej katechezy jest znacznym spłycaniem tematu. Podobnie, jak tłumaczenie, że średniowieczne freski miały za zadanie przybliżać niepiśmienny lud do katolicyzmu. Wystarczy przypatrzeć się dobrze malowidłom Giotta w Asyżu, żeby zrozumieć, iż chodzi tak naprawdę o wprowadzenie do modlitwy, o zachętę do medytacji, do odbycia podróży w głąb siebie lub poszukiwania Boga. Porównywanie chrześcijańskich fresków do komiksów z dawnych wieków uważam za  uproszenie dobre dla dzieci, choć moja 6 letnia córka już tego nie kupuje.

Choć żyjemy w czasach kultury obrazkowej, coraz bardziej tracimy zdolność kontemplacji sztuki religijnej. Nie potrafimy już odczytać ani niektórych  symboli ani alegorii. Zalewa nas morze obrazów, ale traktujemy je powierzchownie. Nie zwracamy uwagi na szczegóły. Na wystawach tymczasowych zaliczamy „migawki” tłumacząc się obecnością tłumu. Stawiamy na pierwsze wrażenie. Wakacyjny zachwyt w czasie zwiedzania muzeum lub pinakoteki  szybko się kończy. Rubens? Zobaczony, „zaliczony”. Idziemy pędem do następnej sali wystawowej kierując się wskazówkami audio przewodnika.

Pośród informacyjnego szumu nasz mózg przetwarza dziennie tysiące informacji z telewizji, mediów społecznościowych i elektronicznych portali. Zdjęcia, memy, billboardy. Milion wrażeń, ale mało głębokich przeżyć estetycznych, nie wspominając już o duchowych. Mam wrażenie, że robimy się coraz bardziej gruboskórni, a szkoda.

W Kościołach mamy mniej dzieł sztuki religijnej niż kiedyś. Za to mnożą się nowoczesne warianty i reprodukcje. Może i taki minimalizm niektórym pozwala skupić się na modlitwie.  Ale ja na przykład wolę stare świątynie pełne „bibelotów” i tradycyjnych ołtarzy.  Malarstwo chrześcijańskie kojarzy się wielu z nas z tzw. Świętymi Obrazkami, manifestacjami tradycyjnej religijności, która jeszcze do niedawna gościła w prawie każdym polskim domu.  Ale to tylko jakaś część sztuki sakralnej, warto po nią sięgać, warto kontemplować i medytować. Niniejszy blog postara się przybliżyć Wam  niektóre malarskie arcydzieła chrześcijaństwa i zachęcić Was do podróży w głąb siebie poprzez sztukę.

 

Przejdź do paska narzędzi